Czy muszę mieć maseczkę w samochodzie? Znamy odpowiedź! A.D. 2020-04-16 14:39. Czy ten artykuł był ciekawy? Podziel się nim! Hałas z układu kierowniczego w trakcie jazdy. Elementy układu kierowniczego także mogą stukać podczas jazdy, na przykład wskutek uszkodzenia połączeń pomiędzy drążkami kierowniczymi a końcówkami drążka (czyli zużycia przegubów metalowo - gumowych). Podczas kręcenia kierownicą może hałasować (wyć) pompa wspomagania Przepraszam, muszę siku. O jednych rzeczach mówi się głośno, o innych półgłosem, o jeszcze innych szepczemy, a są i takie, o których nie mówimy nigdy i nikomu. Czasami jest to spowodowane wstydem, często fałszywością, albo że po prostu NIE WYPADA. Czy w samochodzie muszę zakrywać usta i nos? Czy w taksówce również obowiązuje nakaz? To niektóre pytania związane z wejściem w życie nowych przepisów. TVN24 BIZNES; . Gdy podróżujemy z małym dzieckiem, musimy być jak MacGyver – gotowi na wszystko. Na przykład na „chce mi się siusiu” na samym środku autostrady… Oto kilka przydatnych gadżetów, które pozwolą przetrwać podróż samochodem z dzieckiem bez nieprzyjemnych mokrych incydentów. Zobacz film: "5 rad na podróżowanie z dzieckiem" spis treści 1. Pieluszka mimo wszystko 2. Majtki treningowe 3. Podkładka na fotelik samochodowy 4. Nocnik turystyczny 5. Ubranko na zmianę i woreczki na mokre rzeczy rozwiń 1. Pieluszka mimo wszystko Warto zacząć od tego, że jeśli wybieramy się w dłuższą podróż samochodem z maluchem, który dopiero czyni pierwsze próby korzystania z nocnika i zdarzają mu się jeszcze wpadki, nie ryzykujmy. Lepiej na tych kilka godzin założyć pieluchę dla bezpieczeństwa niż narażać dziecko i siebie na niepotrzebny stres i „siuśkową” katastrofę. Odpieluchowywanie to proces, który nie trwa kilka dni. Wymaga i od rodziców, i od malucha, sporo pracy, ale przede wszystkim spokoju i cierpliwości. Nie ma uniwersalnej zasady, która określałaby moment, w którym trzeba zacząć uczyć dziecko korzystania z nocnika. Dobrze jest zrobić to wówczas, gdy dziecko zaczyna sygnalizować potrzeby – słowami lub zachowaniem. Amerykańska Akademia Pediatryczna rekomenduje wiek ok. 2 lat, co wydaje się sensowne, bo większość dzieci jest na to gotowa w wieku mniej więcej 18 miesięcy, górna granica wynosi zaś 4 lata. Jeśli wiemy, że czeka nas długa podróż, nie starajmy się tuż przed nią nauczyć dziecko kontrolowania swoich potrzeb. Zdecydowanie lepiej na czas podróży po prostu założyć pieluszkę, a trening nocnikowy rozpocząć lub kontynuować w bardziej sprzyjających okolicznościach. 2. Majtki treningowe To coś superprzydatnego, nie tylko w podróży – taka forma pośrednia między majtkami a pieluchą. Jeśli boimy się, że dziecko nie wytrzyma z potrzebą wysiusiania się do najbliższego postoju, takie rozwiązanie zapewni nam trochę spokoju. Majtki treningowe mają w środku chłonny wkład. Nie jest on tak chłonny, jak ten w pieluszce, ale częściowo zabezpiecza przed wyciekiem. Choć w razie zesiusiania się, dziecko będzie czuło wilgoć, na pewno nie będzie to taki dyskomfort jak w przypadku mokrej bielizny. 3. Podkładka na fotelik samochodowy Zmoczony fotelik samochodowy na wakacjach to przykra sprawa… Wiadomo, że ciężko go uprać. A na zasiusianym podróżować niefajnie. Przed podróżą z maluchem warto więc zakupić podkładkę na fotelik samochodowy. To nieprzemakalna ochrona, dostosowana kształtem do fotelika. Część ochraniaczy ma dodatkowo wkład chłonący wilgoć. Gdy już zdarzy się apokaliptyczne „mamo, sikuuu, już” i nie damy rady zapobiec potopowi, przynajmniej fotelik będzie uratowany. 4. Nocnik turystyczny To absolutny hit. Zamiast wozić w aucie plastikowy nocnik, możemy zaopatrzyć się w taki z tektury, rozkładany, poręczny i wygodny. W środku nocnik ma szczelną folię i chłonną wkładkę. Siusiu zamienia się w nim magicznie w żel, więc nie ma obaw, że cokolwiek się porozlewa. Po zamknięciu sprytny nocnik jest szczelny i pochłania zapach, więc będzie także skuteczny, gdy przydarzy się grubsza sprawa. Jeśli np. utkniemy w korku i będziemy kilometrami jechać z prędkością 2 km na godzinę, a maluch oświadczy, że oto natychmiast musi siusiu, po prostu rozkładamy nocnik turystyczny, załatwiamy sprawę i gotowe. Oczywiście najlepiej byłoby jednak dojechać do najbliższej toalety i nie wypinać dziecka z fotelika, ale jeśli nie ma innego wyjścia, a jedziemy powoli, można ten gadżet wykorzystać. 5. Ubranko na zmianę i woreczki na mokre rzeczy To absolutny must have w podróży z dzieckiem. Pod ręka musimy mieć zawsze suchą bieliznę i odpowiednią ilość ubranek na zmianę. Trudno bowiem wyobrazić sobie gorszą sytuację niż podróż w mokrych, zasiusianych majtkach. Jeśli już maluch się zmoczy, jak najszybciej trzeba go przebrać. Warto pamiętać, by na podróż wybrać dla dziecka ubranie tak, by było stosunkowo łatwe do zmiany, nawet bez konieczności wypinania z fotelika. Dobrze dobrany strój będzie też bezcenny, gdy jakimś cudem uda nam się dojechać do najbliższej toalety – im szybciej uda się zdjąć co trzeba, tym szybciej uda się wysiusiać. Zawsze warto mieć pod ręką wilgotne chusteczki i woreczki foliowe na zmoczoną garderobę. Wyposażeni w takie gadżety, dojedziemy do celu bez zbędnego stresu i… na sucho. Przede wszystkim jednak pamiętajmy, by zachęcać dziecko do załatwiania potrzeb w czasie podróży wtedy, gdy jest na to moment – podczas postoju. Nie spieszmy się, zatrzymajmy się na dłużej, by maluch mógł dojrzeć do skorzystania z toalety. Nie naciskajmy jednak zbyt i nie straszmy „rób siusiu teraz, bo potem nie będzie gdzie!”. To niepotrzebny stres dla malucha, a przecież zupełnie nie o to chodzi. Pod żadnym pozorem nie zatrzymujmy się na natychmiastowe siusiu w miejscu, w którym jest zakaz postoju, ryzykując spowodowaniem wypadku. Trudno, najwyżej się zdarzy wpadka. Ale przynajmniej cali i zdrowi dotrzemy do celu! Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez Rekomendowane przez naszych ekspertów polecamy Wszyscy rodzice małych dzieci to znają. Ledwie mija pół godziny, a tu już: “pić”, “siku”, “daleko jeszcze”? W najlepszym wypadku. Podróżowanie tego lata samochodem z półtoraroczną i niemal czteroletnią sprawiło, że zaprzęgłam do pracy całą moją kreatywność. Pierwsza jazda nie była perfekcyjna, druga też nie. Ale nasz powrót do Warszawy był już całkiem spokojny. Może za sprawą mojego przygotowania? Dlatego spisuję tu zabawy w podróży po hiszpańsku, które przygotowałam i sprawdziłam na własnych dzieciach. Może pomogą twojej rodzinie nie tylko lepiej spędzić przejazd samochodem, ale i wprowadzić nieco więcej hiszpańskiego do waszej codzienności. El viaje mismo – sama podróż Pierwsze pół godziny podróży to jej doświadczanie. Jeśli nie uda nam się wyjechać o takiej porze, że przynajmniej jedno dziecko drzemie, staram się skupić ich uwagę na tym, że… jedziemy. Omawiamy, gdzie jesteśmy, co widzimy i co słyszymy. W ten sposób można przećwiczyć różne umiejętności językowe, takie jak kolory, przyimki miejsca i czasowniki. Można zadać dziecku takie pytania: ¿De qué color es tu silla? – W jakim kolorze jest twój fotelik? ¿Dónde está tu botella de agua? – Gdzie jest twoja butelka z wodą? ¿El coche va rápido o lento? – Samochód jedzie szybko czy wolno? ¿Quién está agarrando el volante? – Kto trzyma kierownicę? Z dziećmi powyżej 3 roku życia, które lubią bawić się w zdania “na opak” i przekomarzanie, można wypowiadać nieprawdziwe stwierdzenia i czekać, aż dziecko cię poprawi. Na przykład: El cielo es marrón, ¿verdad? – Niebo jest brązowe, prawda? El maletero está delante de nosotros. – Bagażnik jest przed nami. Moja czterolatka uwielbia tego typu rozmowy, a ostatnio nawet sama je chętnie inicjuje. Po kilku minutach mocno już ponosi nas wyobraźnia, a jak my się śmiejemy, to młodsza też. I takie zabawy w podróży sprawiają, że czas leci szybko. Veo veo – co widzisz? To tradycyjna, bardzo popularna gra dla dzieci, które znają już litery. Osoba inicjująca rozmowę wybiera rzecz, którą ma w zasięgu wzroku. Zadaniem drugiej osoby jest odgadnięcie, co ta pierwsza ma na myśli. A dialog przebiega tak: A: Veo veo. B: ¿Qué ves? A: Una cosita. B: ¿Qué cosita es? A: Empieza por la “G” (w wersji oryginalnej używa się nazw liter, my używamy głosek) y papá los usa para mirar. B: ¿Gafas? A: ¡Sí! Muszę przyznać, że moja czteroletnia córka tak bardzo lubi tę grę, że ja mam jej już dosyć. Ale w samochodzie wszystko jest lepsze niż marudzenie. Gramy w “Veo veo” w różnych sytuacjach – też czekając np. u lekarza albo oglądając “Ulicę Czereśniową“. Canciones con gestos Śpiewanie w samochodzie nie jest moim wynalazkiem, ale też zajmuje nam sporo czasu. Dziewczynki najchętniej włączają się w śpiewanie z pokazywaniem. Mam w tym celu na iTunes odpowiednią listę, z której czasem korzystamy. Oto kilka pozycji z ostatniej podróży (dzieci 1,5 roku i 4 lata): Pica Piedra zespołu Pim Pau – absolutny hit pierwszego roku życia Olgi. Swego czasu jedyna ścieżka dźwiękowa każdej jazdy samochodem, dzięki której O. przesypiała większość drogi. El auto de papá – pozycja obowiązkowa przy jeździe samochodem, ze względu na kontekst. Con mi dedito – bardzo prosta piosenka, dzięki której dzieci szybko uczą się słów “sí” i “no”. Las ruedas del autobús – hiszpańska wersja angielskiej piosenki “The wheels on the bus” To takie najbardziej sprawdzone piosenki, ale słuchamy i śpiewamy o wiele więcej! Więcej piosenek dla dzieci znajdziesz w moich starszych wpisach. Conversación cantada, czyli śpiewając rozmawiamy Śpiewać lubimy i często sobie to śpiewanie urozmaicamy. Kiedy śpiewamy znane nam już piosenki, jedna osoba zaczyna śpiewać i przerywa na końcu zdania. Zadaniem tej drugiej jest zaśpiewać ostatnie słowo lub ostatnią sylabę z linijki. To dobra zabawa dla wszystkich, ale też szansa na włączenie w śpiewanie tych najmłodszych, którzy dopiero wymawiają pojedyncze słowa i sylaby. Jest to też podobno bardzo dobry sposób na stymulowanie rozwoju muzycznego dziecka i rozwoju mowy. Na przykład piosenkę “Cinco lobitos” (o której pisałam we wcześniejszym wpisie) zaczynamy śpiewać z młodszą tak: A: Cinco lobitos tiene la lo- B: ba A: Cinco lobitos detrás de la esco- B: ba Pegatinas – naklejki Fajerwerki w postaci przedmiotów zostawiam na koniec albo na kryzysowe momenty podróży, kiedy już inne zabawy w podróży nie działają. W korku na Pomorzu świetnie sprawdziły nam się naklejki z książeczki o zwierzętach. Nie wklejałyśmy ich do książki. Ja patrzyłam na planszę i proponowałam dziewczynkom różne zwierzęta, z których one miały sobie któreś wybrać. Zadawałam im więc takie pytania: Tengo un mono, una jirafa y un jabalí. ¿Qué animal quieres? – Mam małpę, żyrafę i dzika. Które zwierzę chcesz? ¿Prefieres una mariposa grande o una pequeña? – Wolisz dużego czy małego motyla? ¿Quieres una rana roja o una verde? – Chcesz czerwoną czy zieloną żabę? Powyższe pytania oczywiście były bardziej odpowiednie dla czterolatki. Młodszą córkę pytałam, nie dając jej wyboru, bo póki co odpowiada “sí” i “no”. W pewnym momencie przykleiła sobie naklejkę ze słoniem na czoło i wtedy się zaczęło szaleństwo (a przy tym ćwiczenie nazw części ciała). ¡Madre mía! ¡Tienes un elefante en la frente! A ver si sabe viajar a tu… rodilla – O matko! Masz słonia na czole! Ciekawe, czy potrafi się znaleźć na twoim… kolanie. Potem zwierzęta zaczęły wędrować po samochodzie, a ja wciąż z przesadą wykrzykiwałam: ¡Un rinoceronte en la ventana! – Nosorożec na oknie! ¡Un colibrí en el reposacabezas! – Koliber na zagłówku! Łatwo się domyślić, jak może wyglądać samochód po takiej zabawie. Przed jej zaproponowaniem warto więc rozważyć, czy nie będzie ci przeszkadzać, jeśli wnętrze twojego pojazdu będzie wyglądać tak jak mojego: Libros y revistas Na sam koniec w rękach dziewcząt lądują książeczki. Nie jest to rozwiązanie idealne dla mnie, ponieważ jako osoba zmagająca się od dziecka z (teraz już na szczęście lekką) chorobą lokomocyjną, nie jestem w stanie czytać w podróży. Moich dzieci to jednak nie dotyczy. W związku z tym muszą dostawać lektury, z którymi będą radzić sobie same. Dlatego też dla młodszej postawiłam na to, co zna i sama lubi sobie przeglądać. Z hiszpańskojęzycznych pozycji – wakacyjny numer pisemka Popi wydawanego przez wydawnictwo Bayard. Czterolatka zajęła się ulubioną swoją pozycją tego lata: Poppy y Sam. Pasatiempos de Verano wydawnictwa Usborne. Jest to “libro pizarra”, w której pisze się mazakiem suchościeralnym. W ten sposób zadania z książki się nie kończą, bo kiedy już wszystkie zostaną rozwiązane, można złapać za ściereczkę lub chusteczkę, zetrzeć swoje odpowiedzi i zacząć od nowa. Jeśli ten wpis ułatwił twoje podróże z dziećmi i chcesz mnie o tym poinformować, zaproś mnie na kawę! Dzięki temu będę mogła tworzyć więcej wpisów takich jak ten. Dziękuję! Spis treści10 POWODÓW, DLA KTÓRYCH WARTO PODRÓŻOWAĆ Z DZIECKIEM POCIĄGIEM1) MAMO, SIKU!2) DRZEMKA!!3) OBIAD BEZ TRACENIA CZASU4) RELAKS / PRACA/ KSIĄŻKA5) BRAK RODZINNYCH SPRZECZEK 🙂6) SPACEREK7) MOŻNA ROBIĆ RÓŻNE RZECZY!8) PRZYMUSOWO MNIEJ BAGAŻU!9) NIEZALEŻNIE OD WARUNKÓW ATMOSFERYCZNYCH10) ŚNIADANIE NA POKŁADZIE 🙂Podobne wpisy Uwielbiam podróżowanie pociągami. Niezależnie od tego, ile razy słyszałam narzekanie na PKP i psioczenie na obrzydliwy Centralny (już nie!), zawsze je uwielbiałam. Gdy pracowałam w mojej poprzedniej firmie, jeździłam dużo po Polsce. Mieliśmy kierowcę i niemal wszędzie można było jechać samochodem, ale ja, gdy tylko było to możliwe wybierałam pociąg. Teraz mam podobnie – zdarzało się, że mój wspólnik jechał gdzieś samochodem, a ja docierałam pociągiem. Lubię ten moment o poranku, gdy szybko kupuję bilet, ulubioną kanapkę i kawę w Costa Coffee na drogę i spokojnie czekam aż podjedzie mój pociąg. Lubię, gdy siadam z kawą w przedziale i patrzę przez okno na pierwsze promienie słońca i budzącą się do życia Warszawę. Lubię pociągi za to, że mogę w nich popracować, pospać, poprzeglądać Facebooka w tą i z powrotem, że gdy wysiadam jestem zdecydowanie mniej zmęczona niż po podróży samochodem i jeszcze mam poczucie, że nadrobiłam zaległości. Idealnie! Pomimo mojej miłości do pociągów, dość długo nie wybieraliśmy ich na podróże po Polsce z Maksem. Zagranicą testowaliśmy wersje dość ekstremalne – nocne pociągi w Wietnamie (jeden jechał 14h!!!) i nocną trasę Tbilisi –Erywań. To był na pewno lepszy pomysł niż kilkanaście godzin w autobusie! Przygoda, dreszczyk emocji, wyprawa w nieznane! Po Polsce jeździliśmy samochodem, bo dzięki temu zawsze mogliśmy gdzieś dodatkowo wyskoczyć i cieszyć się w pełni niezależnością pod tytułem „jestem w Trójmieście, mam ochotę na wędzoną rybę – jedźmy do Jastrzębiej!”. Mam wrażenie, że wielu naszych znajomych robi podobnie. Nawet nie myśli o tym, by podróżować po Polsce z dzieckiem pociągiem! Bo jak? Po co jak mam samochód?? A Wy?:) Jeśli też należycie do tej grupy, dziś Was przekonam, że warto!:) Gdy szykowałam się do postu, siedzieliśmy 4 godziny w pociągu z Zakopanego do Krakowa (wiem, wiem, trochę za długo) i zapytałam Maksa za co lubi podróżowanie pociągiem: – Dlatego, że w pociągu można robić różne rzeczy, można rozłożyć zabawki. Można rysować, malować, bawić się samochodami, bawić się pociągami i Pendolino można się bawić jak ktoś sobie kupi tak jak ja! Zapytałam Łukasza za co lubi pociągi. – Jest wygodnie! Maks: – I tyle tata? Ja powiedziałem trochę więcej od Ciebie! Do powodów Maksa dorzuciłam kilka moich!:) 10 POWODÓW, DLA KTÓRYCH WARTO PODRÓŻOWAĆ Z DZIECKIEM POCIĄGIEM 1) MAMO, SIKU! Ile razy jadąc samochodem nerwowo szukaliście stacji benzynowej, bo „Mama, siku!”?? Jeśli podróżujecie często, na pewno zdarzyło Wam się to wiele razy! Nam się zdarza ciągle, zwłaszcza, że mam wrażenie, że Maks czasem wykorzystuje siku jako formę rozrywki. Przecież muszą się zatrzymać.. A jak już się zatrzymają, jest stacja, przerwa, a może nawet uda się “wyżebrać” jakiś samochodzik albo książeczkę z naklejkami?? 🙂 Może 2 latek tak nie kombinuje, ale nad moim sprytnym czterolatkiem czasem się zastanawiam 😉 Z drugiej strony nie przetrzymam, bo zawsze jest ryzyko, że rzeczywiście MUSI siku i nie wytrzyma. Więc zatrzymujemy się, czekamy i zawsze trochę czasu się schodzi. A w pociągu? Toaleta zawsze pod ręką! I muszę Wam przyznać, że te w polskich pociągach wyglądają coraz lepiej 🙂 Zwłaszcza, jak się ma porównanie do wietnamskich nocnych pociągów… 🙂 2) DRZEMKA!! No jasne – w samochodzie też można spać i nasze dziecko od zawsze to praktykuje! Jak był młodszy, zasypiał czasem jeszcze zanim wyjechaliśmy z Warszawy. Teraz potrafi zasnąć w drodze do domu z przedszkola (10 minut). Wcale mu się nie dziwię, bo ja nadal niemal zawsze w samochodzie odpływam. Ale tam jest fotelik śpi na siedząco, a w pociągu, jeśli tylko nie ma tłumu, może się wygodnie ułożyć, zwłaszcza, jeśli uda Wam się zająć przedział tylko dla siebie! Na zdjęciu Maks drzemie na trasie Zakopane – Kraków (czy wiecie, że ten pociąg jedzie 4 godziny????) – zasnął podobnie jak w samochodzie – jak tylko opuściliśmy Zakopane! 3) OBIAD BEZ TRACENIA CZASU Jedzenie w trasie, gdy jedziemy samochodem zawsze jest trochę problematyczne. Czasem biorę kanapki, zawsze jakieś przekąski dla Maksa (chrupki, banan, jogurty, coś słodkiego), ale ile można jeść przekąski?? Jak jedziesz gdzieś w Bieszczady lub w korku do Zakopanego przez 6 godzin, chciałoby się zjeść obiad. Mało tego – dziecku wypadałoby dać obiad! I zawsze jest dylemat: czy się zatrzymać w jakiejś przydrożnej knajpie?? Gdzie, by się nie zatruć? Czy może McDonald’s?? Niezdrowy, ale przynajmniej wiesz, że raczej się nie zatrujesz. Do tego dochodzą różnice zdań. Ja: zjedzmy coś, głodna jestem, Maks by coś zjadł. Łukasz: jedźmy, nie będę tracił czasu na zatrzymywanie, bo dojedziemy tam w nocy!! Chcę już być na miejscu! W pociągu często można coś zjeść. Oczywiście nie mieliśmy takich luksusów nocą w Gruzji czy w Wietnamie – tam trzeba było się wyposażyć wcześniej, zjeść i najlepiej iść spać 🙂 Ale podróżując po Polsce, z Warsa korzystamy niemal zawsze! I powiem Wam, że z roku na rok jest coraz lepiej! Nawet zestawy dla dzieci mają (pierś z kurczaka, ryż, surówka, soczek lub woda)! Na minus, że na np. 4 podróże, gdy chcieliśmy ten zestaw kupić, tylko raz była w nim zabaweczka (wagonik). A wiadomo jak to jest jak się dziecko nastawi, prawda??? 😉 4) RELAKS / PRACA/ KSIĄŻKA Co tu dużo mówić, kocham podróżowanie pociągiem, bo mogę albo odpocząć albo nadrobić zaległości. W ciągu 2 godzin sama w pociągu, robię więcej niż w jakiejkolwiek innej sytuacji. Zawsze wtedy przypomina mi się sytuacja z autobusu, którym prawie 10 lat temu jechałam na trasie Bilbao – San Sebastian w hiszpańskim Kraju Basków, gdzie byłam na Erasmusie. Całą drogę pisałam pracę na zaliczenie na komputerze, a gdy wysiadaliśmy, podszedł do mnie starszy Pan i powiedział: “Has aprovechado el tiempo, no?” (Dobrze wykorzystałaś ten czas, prawda?). W pociągu wykorzystywanie czasu idzie mi lepiej niż w samochodzie, w którym zwykle po jakimś czasie słabo się czuję. W pociągu pracuję, odpowiadam na maile, a jak już kompletnie nie mam nic do roboty / wyładuje mi się komputer, mogę poczytać książkę lub czasopismo kupione na dworcu. Ma to swój urok, bo zwykle nie mam na to czasu 🙂 Tak samo ma Maks – rysuje, czyta, a jak już się znudzi, czasem ogląda jakąś bajkę lub film. 5) BRAK RODZINNYCH SPRZECZEK 🙂 Wszyscy wiemy, że rodzinne podróże to nie zawsze sielanka. Czasem się zdarza, że mamy inne zdanie. W każdym razie u nas się tak zdarza i zdecydowanie najczęściej dzieje się tak w samochodzie. On jedzie za szybko, ona za wolno. Daj mu tę bajkę. Nie dawaj bajki – może się zająć czymś innym. Zwolnij. Przyśpiesz. Patrz na drogę. Maks, przestań marudzić. Maks, zaraz dojedziemy. Daj mu tę bajkę, przecież tu się nie da prowadzić. Jeśli Wam się nie zdarza, to chyba podróżujecie rzadko albo maksymalnie na 2-3 godzinne trasy ;))) W pociągu różnic zdań nie ma – każdy robi co chce, a my dodatkowo mamy czas pobawić się z Maksem. Nikt nie musi się skupić na drodze, nikomu nie jest niedobrze na zakrętach (to ja!). Nie wiem, o co można się pokłócić w pociągu. W samochodzie wiem 🙂 6) SPACEREK “Mama, chce wyjść! Chcę się odpiąć!” Kto słyszał to choć raz?? Maks lubi podróżować samochodem, lubi swój fotelik, ale jak wiadomo – jak się długo jedzie, ma dość! Chce pochodzić, chce pobiegać, chce się ruszyć. W pociągu spacery dozwolone, a dla chłopaków oglądanie pociągu to dodatkowa rozrywka! 🙂 7) MOŻNA ROBIĆ RÓŻNE RZECZY! Czytać i pracować na komputerze i film oglądać to jedno. W pociągu można rysować, bawić się, ustawiać samochody, robić wszystko! A najlepiej jak się koloruje pociągi 🙂 Lub bawi pociągami ze Stacyjkowa!:) 8) PRZYMUSOWO MNIEJ BAGAŻU! Wiecie, jak to jest jak się jedzie samochodem… walizka, jedna torba, druga, rowerek, hulajnoga, plecaczek, zapas prowiantu na 2 tygodnie, chociaż jedziesz na 3 dni. Mamy znajomych, którzy są w tej dziedzinie mistrzami! Wypakowany samochód po brzegi i gotowi na wszystko. Tylko pakowanie trwa sto lat, a noszenie i upychanie w samochodzie 200! Pociąg uczy optymalizacji, której nas nauczyły dalekie podróże w nieznane. Bierzesz tyle, by było wygodnie, a nie wszystko, bo “a nuż się przyda”! A dziecko uczysz odpowiedzialności za to, co same zabrało – nikt mu nie weźmie siatki zabawek – samo wybiera, samo niesie swój plecak. 9) NIEZALEŻNIE OD WARUNKÓW ATMOSFERYCZNYCH Deszcz, śnieg, mgła, wichura, deszcz ze śniegiem – sami wiecie, jak się wtedy jedzie samochodem! Korki, zła widoczność, niebezpiecznie! W pociągu siadasz z książka i kawą i cieszysz się, że nie jesteś na dworze:) I cieszysz się, że nie stoisz 3 h w korku, zwłaszcza, gdy jedziesz z niecierpliwym dzieckiem 🙂 10) ŚNIADANIE NA POKŁADZIE 🙂 Mam takie swoje małe zboczenie. ZAWSZE, gdy wsiadam w pociąg na Centralnym, muszę kupić sobie ulubioną kawę! Kiedyś w Coffee Heaven, potem w Costa Coffee. To jedyna kawa, którą pijam i która w opinii wielu wcale jak kawa nie smakuje. Wiem, że jestem od niej uzależniona!:) Podróż pociągiem z kawą z ręku jest zawsze lepsza. Maksowi też się spodobało, bo kocha wyjadać z mojej kawy piankę! A jak ktoś potrzebuje bardziej pożywnego śniadania, zawsze jest jajecznica, kanapki, frankfurterki. Do samochodu albo muszę wsiąść już po śniadaniu (czas!) albo przyszykować kanapki na drogę (czas!). Przecież nie zatrzymam się po 20 minutach w trasie! W pociągu ruszam i zaczynam śniadanie! Ja pociągi lubiłam zawsze, ale dla Łukasz to swego rodzaju nowość! Był radykalnym zwolennikiem podróży samochodem… teraz knujemy, jak się można gdzieś dostać pociągiem! Był spontaniczny Gdańsk, był Poznań, Zakopane, Kraków… Coś czuję, że w 2016 pociągiem ruszymy chociażby do Wrocławia, w którym nie byliśmy sto lat !:) Jeśli też wydaje Wam się, że podróże z dzieckiem to tylko samochodem, spróbujcie chociaż raz pojechać pociągiem. A nuż Wam się spodoba?:)

muszę siku w samochodzie